Ostatni lot ppor. pil. Stanisława Zatorskiego
W dniu sowieckiej agresji na Polskę, 17 września 1939 r., na zadanie rozpoznania pogranicza poleciał ppor. pil. Stanisław Zatorski ze 113 Eskadry Myśliwskiej. Zasiadł za sterami myśliwca PZL P.11 i wystartował z lotniska Petlikowce koło Buczacza, na południe od Tarnopola. Nigdy nie powrócił i do polskich władz wojskowych nigdy nie dotarły informacje o jego losie.
Mimo to współcześnie w literaturze historycznej powszechnie przyjmuje się za pewnik, że Zatorski doleciał aż do Rokitna, miasteczka w północno-wschodnim zakątku województwa wołyńskiego, 10 km od granicy polsko-sowieckiej. Miał tam zrzucić meldunek na koszary Korpusu Ochrony Pogranicza, informując o wkroczeniu Armii Czerwonej, a następnie wdać się w walkę z sowieckimi myśliwcami. W jej trakcie uszkodził jakoby dwa dwupłatowce, a następnie został zestrzelony przez jednopłatowiec i poniósł śmierć. Według różnych publikacji rozbił się koło Rokitna, Sarn lub przymusowo lądował niedaleko Pińska. Umrzeć miał we wraku lub w drodze do szpitala. Jego ciało miało zostać złożone w bezimiennym grobie koło koszar KOP w Rokitnie bądź w Sarnach. Z biegiem czasu, gdy pojawiła się możliwość przeanalizowania sowieckich list strat bojowych, uznano nawet, że ofiarą Zatorskiego był mładszyj komandir (podoficer) J. I. Semin z 4 lub 35 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego.
Okoliczności tego lotu znane są głównie z relacji ppor. pil. Włodzimierza Miksy ze 114 Eskadry Myśliwskiej, który o wydarzeniach 17 września 1939 r. napisał 28 października 1940 r. w Wielkiej Brytanii, wpisując się do pamiętnika por. pil. Mirosława Fericia (późniejszej kroniki 303 Dywizjonu). Poniżej przytoczono tylko część dotyczącą Zatorskiego, z pominięciem obszernego opisu lotu Miksy, który zadanie wykonał i powrócił do Petlikowców:
Po przeszło 2 tygodniowych walkach i tłuczeniu się po różnych lotniskach zatrzymała się 113 i 114 eskadra dnia 16 w 7 maszyn w Petlikowcach, dla zorganizowania się i doprowadzenia do możliwego stanu, gdyż wszystkie maszyny jak również rzut kołowy były w opłakanym stanie. Nadomiar złego nie było benzyny, niektóre maszyny miały zaledwie po 50–60 litrów. Dnia 17 rano przychodzi rozkaz od gen. Zająca; wysłać 2 maszyny na rozpoznanie granicy rosyjskiej, piloci mają uważać, by w żadnym wypadku nie przekroczyć granicy, jak również tak pracować, by powrót ich był 100%. Ś.p. major Wyrwicki wyznaczył ppor. pil. Zatorskiego i mnie. Podporucznik Zatorski dostał część granicy północnej, ja zaś południową. Okazuje się, że przyszły meldunki z K.O.P., że bolszewicy skoncentrowali znaczne siły na granicy, a nawet w niektórych miejscach przekroczyli naszą granicę. Mechanicy zlewają resztki benzyny, startujemy. (...)
Podporucznik Zatorski z zadania nie wrócił, co się z nim dzieje, nie wiadomo.
Skąd więc informacja, że Zatorski walczył z Sowietami nad Rokitnem? Jej źródłem jest niedatowana relacja anonimowego świadka, którą przytoczył po raz pierwszy w 1982 r. Jerzy Pawlak w książce „Polskie eskadry w wojnie obronnej 1939”:
Wg relacji naocznego świadka (w posiadaniu autora) w dniu 17 IX pojawił się nad koszarami KOP w Rokitnie samolot P-11, którego pilot zrzucił meldunek. Odlatując samolot został zaatakowany przez 3 myśliwców. Po walce 2 wrogie samoloty odleciały postrzelane ciągnąc za sobą smugi dymu, a trzeci uszkodził polski samolot, który „kulawym lotem” dymiąc skierował się w kierunku południowo-zachodnim. Prawdopodobnie był to ppor. Zatorski!
Z biegiem lat opowieść zaczęła ewoluować. W II wydaniu „Polskich eskadr w wojnie obronnej 1939” z 1991 r. Jerzy Pawlak słowa te przytoczył już jako cytat świadka:
Nad koszarami Korpusu Ochrony Pogranicza w m. Rokitno ukazał się samolot P-11, który prawdopodobnie zrzucił meldunek. Gdy odlatywał, został zaatakowany przez dwa myśliwce I-153 i jeden I-16. Po walce I-153 odleciały ciągnąc za sobą smugi dymu: jeden ciemną a drugi – białą. I-16 pozostał, kontynuując walkę. P-11 odleciał „kulawym lotem” w kierunku płd.-zachodnim dymiąc.
Ten sam autor w książce „Bezkarne ludobójstwo” z 2007 r. dodał, że Zatorski został pochowany na cmentarzu w Sarnach. Z kolei w książce Olgierda Cumfta i Huberta Kujawy „Księga lotników polskich poległych, zmarłych i zaginionych 1939–1946” z 1989 r. podano (przy jej powstaniu pomagał Jerzy Pawlak, wymieniony przez autorów w podziękowaniach):
Wedle relacji naocznego świadka pilot został wydobyty z wraku samolotu przez żołnierzy KOP i pochowany bezimiennie we wspólnej mogile na cmentarzu w Rokitnie.
Natomiast Ryszard Szawłowski (ps. Karol Liszewski) także powołując się na Jerzego Pawlaka w książce „Wojna polsko-sowiecka 1939” (wydanie III z 1997 r.) napisał:
17 IX nad miasteczkiem Rokitno wywiązała się walka powietrzna. Kiedy mianowicie ppor. Stanisław Bogusław Zatorski ze 113 Eskadry Myśliwskiej, wysłany z lotniska Petlikowce Stare koło Buczacza, na południe od Tarnopola, zrzucił nad Koszarami KOP w Rokitnie meldunek (treść jego jest nieznana), odlatujący samolot zaatakowany został przez trzy sowieckie myśliwce. Po walce dwa wrogie samoloty odleciały postrzelane, ciągnąc za sobą smugi dymu. Ale trzeci z nich uszkodził polski samolot i ranił naszego pilota. Ppor. Zatorski lądował pod Pińskiem i zmarł w drodze do szpitala.
Trudno nie dostrzec, że na przestrzeni 25 lat ta sama jakoby relacja ulegała tak istotnym zmianom, że jej kolejne wersje się wzajemnie wykluczały, np. wskazując jako miejsce rozbicia się samolotu Zatorskiego odległe od siebie miejsca: Rokitno, Sarny (10 km na zachód od Rokitna) i Pińsk (120 kilometrów na północny zachód od Rokitna). Niewątpliwie podważa to jej wiarygodność.
Nade wszystko jednak sama obecność Zatorskiego w rejonie Rokitna wydaje się być praktycznie niemożliwa z przyczyn czysto technicznych: miejscowość ta znajduje się 270 kilometrów w linii prostej od Petlikowców (lotniska, z którego Zatorski wystartował), a lot wzdłuż granicy wymagał dodatkowego nadłożenia drogi. Obie eskadry IV/1 Dywizjonu Myśliwskiego miały na wyposażeniu dwa warianty myśliwca: PZL P.11a i PZL P.11c. Nie wiadomo, na którym z nich poleciał Zatorski, jednak żaden nie zapewniał wystarczającego zasięgu, by zrealizować rozpoznanie granicy aż do Rokitna. Zasięg PZL P.11a wynosił 435–480 kilometrów, a więc umożliwiał lot na dystansie ok. 220–240 kilometrów w jedną stronę. Zasięg PZL P.11c był nieco wyższy i wynosił 503–550 kilometrów, zapewniając możliwość lotu na dystansie ok. 250–275 kilometrów w jedną stronę.
Podane zasięgi (za monografią Andrzeja Glassa, Tomasza Kopańskiego i Tomasza Makowskiego) są danymi katalogowymi, które zapewne pojawiały się w wojskowych zaleceniach dla pilotów. Dla porządku warto zaznaczyć, że znana jest spisana kilkadziesiąt lat po wojnie relacja ppor. pil. Janusza Żurakowskiego, który twierdził, że jesienią 1938 r. jako pilot 161 Eskadry Myśliwskiej wykonał na PZL P.11c przelot na trasie Stanisławów – Lublin – Warszawa – Kraków – Lwów, tj. na dystansie ok. 1000 km, i zużył przy tym zaledwie dwie trzecie paliwa. Ekstrapolując – zużywając pełen bak paliwa, przeleciałby 1500 km. Jak opisywał, ów rekordowy przelot poprzedziły długotrwałe próbne loty, w których na własną rękę eksperymentował z prędkością i mieszanką paliwa. Trudno ocenić, na ile dokładna jest ta relacja. Faktem jest, że Żurakowski miał zacięcie inżynierskie i zasłynął potem na Zachodzie jako pilot doświadczalny samolotów myśliwskich.
Takie podejście do sprzętu i rzucanie wyzwań osiągom katalogowym nie było oczywiście cechą każdego pilota. Nic nie wiadomo, by także Zatorski przeprowadzał takie doświadczenia, a nawet gdyby to zrobił, czy pozwoliłby sobie na nie w sytuacji, w której wydany mu rozkaz nakazywał bezwzględny powrót na własne lotnisko (jak pisał Miksa: „pracować, by powrót ich był 100%”).
Wątpliwe jest także to, czy samolot Zatorskiego w ogóle był zatankowany do pełna. Z relacji ppor. Włodzimierza Miksy wiadomo, że w owym dniu IV/1 Dywizjon dysponował resztkami materiałów pędnych: dostępne było tylko to, co w zbiornikach samolotów. Niektóre z siedmiu ocalałych maszyn miały zaledwie po 50–60 litrów paliwa (podczas gdy pełne zbiorniki PZL P.11c mieściły 224 litry). Aby zatankować samoloty Miksy i Zatorskiego paliwo zlano z pozostałych maszyn, jednak w każdej maszynie pozostawiono pewną jego ilość, przynajmniej 50 litrów. Wiadomo o tym, bo jeszcze tego samego dnia wszystkie samoloty IV/1 Dywizjonu przeleciały do Czerniowców w Rumunii, pokonując ok. 100 km, a więc jedną piątą nominalnego zasięgu.
Wspomniane wcześniej zasięgi dotyczyły nowych i całkowicie sprawnych samolotów, zatankowanych do pełna. „Jedenastki” Eskadr 113 i 114 były jednak wyeksploatowane, w większości ze sforsowanymi silnikami i naprawionymi w warunkach polowych uszkodzeniami bojowymi.
Czysto teoretycznie Zatorski mógł 17 września 1939 r. być nad Rokitnem, jednak nie mógł tego zrobić, by mieć pewną nadzieję na powrót na własne lotnisko. Ten ogrom wątpliwości każe uznać, że jeśli jakikolwiek polski myśliwiec walczył nad Rokitnem – nie był to Zatorski.
Co zatem stało się z tym pilotem? W drugiej połowie września 1939 r. okazji do zaginięcia bez wieści na Kresach nie brakowało. By jednak nie mnożyć hipotez czy przedstawiać niepopartych niczym teorii należy poprzestać na krótkim stwierdzeniu: ppor. pil. Stanisław Zatorski zaginął bez wieści.
Wojciech Zmyślony




