Nieczęsto w parze idą wybitne zasługi wojenne i późniejsza chęć sięgnięcia po pióro i opisania swoich przeżyć. Wśród polskich asów myśliwskich opublikowane wspomnienia spisali jedynie Stanisław Skalski, Witold Urbanowicz, Jan Zumbach, Jan Falkowski, Wacław Król oraz Michał Cwynar. Mirosław Ferić pozostawił po sobie wojenny pamiętnik, cytowany w wielu publikacjach. W 2010 r. dołączył do nich – niestety, pośmiertnie – Jakub Bargiełowski. Zatytułowaną „Mustangiem w polu ognia” książkę wydało warszawskie Stowarzyszenie Lotników Polskich.
Autor opisał szczegółowo swoją historię od wczesnego dzieciństwa aż po zakończenie wojny. Jego losy odbiegają od „standardu”: we wrześniu 1939 r. jako uczeń Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich trafił do niewoli sowieckiej, gdzie niewolniczo pracował aż do lata 1941 r. Po „amnestii”, w 1942 r. dostał się do Wielkiej Brytanii, gdzie szkolił się m.in. w 25 Szkole Pilotażu Początkowego, 16 Szkole Pilotażu Podstawowego i Polskiej Szkole Myśliwskiej. Pierwszy lot bojowy wykonał dopiero w 1944 r. w składzie 315 Dywizjonu Myśliwskiego „Dęblińskiego”. W ciągu niecałych sześciu miesięcy zaliczono mu zestrzelenie 5, a uszkodzenie 3 nieprzyjacielskich samolotów. Brał udział w najbardziej spektakularnych akcjach swojej jednostki, jak bitwa nad Beauvais 18 sierpnia 1944 r. czy słynny lot 7 grudnia 1944 r. nad Norwegię.
Wiele fragmentów wspomnień – co podkreślono nawet w słowie wstępnym – można ocenić jako „intrygujące”, a nawet „kontrowersyjne” (jak rachunek przeprowadzony przez Bargiełowskiego jeśli chodzi o ilość własnych zestrzeleń, opis przekroczenia przezeń bariery dźwięku na Mustangu czy innych zjawisk, które śmiało można nazwać paranormalnymi). Nie zmienia to faktu, że każdy szanujący się sympatyk biało-czerwonej szachownicy ze wspomnieniami najmłodszego polskiego asa powinien się zapoznać. Bargiełowski był postacią zbyt wybitną, by go nie wysłuchać.
Niestety, dość słabe jest opracowanie wydawnicze książki. Nie chodzi tylko o jakikolwiek brak przypisów i komentarza historycznego, z którego zrezygnowano „dając Czytelnikowi szansę samodzielnego odniesienia się do zawartych w tekście stwierdzeń”, ale nawet o kwestie tak elementarne jak korekta tekstu. W różnych miejscach (poza tekstem głównym) ni stąd, ni zowąd wśród polskiego tekstu pojawiają się dłuższe lub krótsze frazy w języku angielskim. Taki brak staranności nie uprzyjemnia bynajmniej lektury. Jakość druku bardzo licznych reprodukcji zdjęć i dokumentów (ponad 100) pozostawia wiele do życzenia i również jest zdecydowanie poniżej rozsądnego minimum.
- Bargiełowski J., Mustangiem w polu ognia. Wspomnienia pilota myśliwca, Stowarzyszenie Lotników Polskich, Warszawa 2010
Wojciech Zmyślony
