Polskie Siły Powietrzne w II wojnie światowej

Marzec - kwiecień 1943 r. - st. sierż. pil. Mieczysław Popek

Poniższy tekst to fragment listu st. sierż. pil. Mieczysława Popka do st. sierż. pil. Ryszarda Góreciego dotyczący okresu marzec - kwiecień 1943 r. (walki Polish Fighting Team). Tekst został spisany 22 kwietnia 1943 r.:

W/O Popek M.

145 Squadron

R.A.F. M.E.F.

22-4-43 r.

Drogi Ryśku!!!

Przypuszczam, że nie będziesz się gniewał, że tak długo nie pisałem do Ciebie, lecz tu sprawy tak stoją, że mogę wysłać tylko 1 list na tydzień. Jak się tu dostałem to pewno sam wiesz - okrętem do Oranu, pociągiem do Algieru i samolotem drogą okrężną do Tripoli (bardzo ładne miasteczko). Do akcji bojowej weszliśmy 13-go marca. Akurat w dobry czas. Staliśmy 15-cie mil od linii "Maret", lotów było sporo, ale że nasz stan był na trzy zmiany, więc dużo było wolnego czasu.

Pierwsze dwa zwycięstwa padły z ręki Skalskiego i Dziubka (2 Ju 88) no i tak powoli szło. Niemaszki do walki ochoty wcale nie okazywali, chodzliśmy zawsze po ich stronie jak nad własnem podwórkiem, takie loty jak z Anglii to szczeniak. Tu braciszku całą godzinę to się chodzi przeważnie 15-ście tysięcy i do 100 mil za ich rontem, tak że bracie jak Ci siedmioletnie poty wyjdą to jeszcze jesteś szczęśliwy. Artyleria nie z tej planety, ale już się teraz przyzwyczailiśmy się i wszystko w porządku. Mamy już ładną "sumkę" na naszem koncie do tej chwili jest 23 zniszczonych, 7 uszkodzonych i 3 prawdopodobne. Właśnie nie dalej jak przedwczoraj spotkaliśmy koło wyspy Pantalarii około 20-ścia Macchi 202 i mes. 109.F byliśmy jako Top cover dla 54 spitfire'ów piątek (nasze są dziewiątki) na wysokości 13-tu tysi. Mieliśmy dobrą pozycję i w wyniku krótkiej walki (latamy tylko szóstką) 6 dest., 1 prob., 1 dam., bez strat własnych. Sam osobiście miałem arcykomiczne spotkanie. Dochodząc jednego Italiańca już miałem do niego otworzyć ogień z odległości 400 metr., gdy w tym momencie drugi "Benito" wlazł mi na celownik pomiędzy mną a jego przyjacielem. Był na jakichś 100 metr. Natychmiast otworzyłem ogień z lekką poprawką po paru chwilach kawałki zaczęły mu się sypać, musiał dostać pilot, bo wyprostował maszynę i zaczął lekko wchodzić do nurka, pozamykałem wszystkie szuflady, bo się cholernie do niego zbliżyłem, lecz mimo to doszłem sam do samego ogona i musiałem przerwać ogień, bo zacząłem go mijać. Odskoczyłem trochę na prawo i tak przez kilka sekund leciałem w szyku. Pilot już się nie rozglądał. Gdy mnie znów minął kopnąłem trochę lewej nóżki i z odległości 15-stu jeśli nie mniej metrów znów otworzyłem ogień. Wcale nie próbował uciekać. Wynik taki, że rozsypał się, a raczej rozłożył na atomy. Takiej draki tom jeszcze nie widział. Do tej chwili mam jednego mesershmidta damage i tego Macchi 202 destr. Właśnie dzisiaj padło 6 des. Horbaczewski, Sporny i Sztramko, każdy po dwa (jak ci się podoba?) i to wszystko odbywa się na północ od Tunisu, nad morzem. Muszę Ci powiedzieć, że dziewiątka to fest maszynka, nie dalej jak wczoraj ja z Dreckiem sami bośmy się zgubili od wyprawy, lecąc pod samemi chmurkami spotkaliśmy się z 8-ma Macchi 202, głowa w głowę, lecz ani my, ani oni nie strzelaliśmy, bo ja myślałem, że o Hurricany, a one zapewne, że my ME. Zakręciłem się nimi, lecz o mały włos mnie by ubili, bo Drecki prysł w chmury, więc i ja tą samą drogą zwiałem, gdy wyszłem z chmur byli jakieś 700 metr., lecz gdy manele pousuwałem do przodu to tyle mnie widzieli, nawet nie chciało mi się oglądać. Właśnie po tej walce dostałem list i wiadomość (pierwszą), że mam syna.

Wyszkowskiego nam ubili, lecz za jego głowę już zapłacili słono. Oby nam tak dalej poszło to do Anglii z pustymi kieszeniami wracać nie będziem. Dzisiaj w nocy popędzili nam kota, tak że dwie godziny siedziałem razem z Dreckim w dołku, jak mysz pod miotłą. Wymacali nasze lotnisko i na pewno dzisiaj w nocy spane znów nie będzie. Pozdrów Amii i wszystkich w Squadronie. Jak tam Rokitnicki jeździ? Pisz szybko i dużo, co się Adamkowi urodziło. Jak tam Wódz? i w ogóle wszyscy.

Cheerio! Mietek

Mieczysław Popek