Bitwa nad Gandawą


Na przełomie 1944 i 1945 r. polskie 131 Skrzydło Myśliwskie, zreorganizowane w lipcu 1944 r., składało się z trzech dywizjonów myśliwskich: 302 Dywizjonu "Poznańskiego" (którym dowodził S/Ldr Marian Duryasz), 308 Dywizjonu "Krakowskiego" (z S/Ldr Karolem Pniakiem na czele) oraz 317 Dywizjonu "Wileńskiego" (pod wodzą S/Ldr Mariana Chełmeckiego). Wszystkie te jednostki, podlegające lotnictwu taktycznemu 2 Tactical Air Force używały samolotów Spitfire LF.IX. Ich zaangażowanie w walkach nad kontynentem było spore i tylko w dwóch ostatnich miesiącach wykonały 1031 samolotozadań, zrzucając na cele nieprzyjacielskie łącznie 208 ton bomb. Ten tercet myśliwski od października stacjonował na belgijskim, rozmokłym lotnisku Sint-Denijs-Westrem (według alianckiego systemu oznaczania lotnisk na kontynencie - B.61) i w perspektywie miał kolejną przeprowadzkę do Grimbergen (B.60).

W mroźny poranek 1 stycznia 1945 r. o godz. 8:15 wystartował 308 Dywizjon w sile 12 maszyn. F/Lt Ignacy Olszewski poprowadził pilotów nad cele, jakimi były tego dnia zabudowania oraz przeprawa niemiecka w rejonie Woensdrecht, na północ od Antwerpii. Za Olszewskim, siedzącym w kabinie ZF-O (MJ342), podążali: F/O Tadeusz Szlenkier na ZF-T (MK346), W/O Władysław Majchrzyk, pilot z dużym stażem w dywizjonie, na ZF-V (MJ998), W/O Rajmund Kaniok na ZF-M (MK623), F/O Wacław Chojnacki na ZF-P (MJ281), F/Sgt Jerzy Główczewski na ZF-U (MJ396), F/Lt Bronisław Mach na ZF-F (MK756), P/O Andrzej Dromlewicz na ZF-D (MJ475), W/O Stanisław Bednarczyk na ZF-G (MJ418), W/O Zygmunt Soszyński na ZF-C (MJ954), F/Sgt Stanisław Breyner na ZF-K (MJ467) oraz F/Sgt Józef Stanowski na ZF-E (MJ888). Pogoda była świetna, co ułatwiło Polakom namierzenie celu oraz jego zbombardowanie. Ostrzeliwanie z broni pokładowej nie było konieczne, co niebawem okazało się dla "Krakusów" zbawienne.

O 8.35 S/Ldr Chełmecki, pilotując maszynę JH-L (zapewne MJ801) na czele 11 innych Spitfire'ów z 317 Dywizjonu poleciał jako drugi, by "dobrać się" do Niemców nad rzeką Waal. Towarzyszyli mu tego dnia: F/Lt Czesław Mroczyk na JH-Y (MK948), F/Lt Zbigniew Żmigrodzki na JH-E (NH315), F/Lt Jan Kowalski na JH-V (PL265), W/O Zenobiusz Wdowczyński na JH-R (MJ883), F/Lt Tadeusz Powierza na JH-P (MK190), F/Sgt Stanisław Iwanowski na JH-T (MJ589), F/Lt Bogdan Muth na JH-M, F/Lt Roman Hrycak na JH-H (ML320), Sgt Kazimierz Hubert na JH-B (MJ423) i W/O Stanisław Piesik na JH-D (MK899). Kolejnych 12 samolotów 302 Dywizjonu podzielonych na czterosamolotowe sekcje miało operować niezależnie od siebie. Pierwszą w składzie: F/Sgt Franciszek Detka na WX-Z (PL286), Sgt Stanisław Celak na WX-O (MH883) i F/Lt Ludwik Kraszewski na WX-B (MH206) o godz. 8:40 poderwał lecący Spitfirem WX-K (MJ458) F/Lt Edward Jaworski. Wysłano ich w rejon Amersfoort-Zwolle-Apeldoorn.

Lecieliśmy na wysokości 15 tys. stóp - wspomina Jaworski - pogoda była mroźna, ale piękna. Dostaliśmy ostrzeżenie, że na tej samej wysokości, na lewo, mogą znajdować się "bandyci". W pewnym momencie odebrałem przez radio rozkaz, by natychmiast zrzucić bomby i udać się w rejon Eindhoven, gdzie Niemcy niespodziewanie przypuścili atak na jedno z lotnisk [B.78 zaatakowane po godz. 9:00 przez JG 3 - przyp. P.S]. Gdyby na tym etapie było wiadomym, że jest to część większej operacji, polecielibyśmy nad inne lotnisko i tam zaczekali na niespodziewanych gości. Niestety wówczas nikt tego nie wiedział i gdy przybyliśmy we wskazany rejon, Niemców już nie było, a wszystko płonęło. Tymczasem polecono nam natychmiast lecieć nad Bredę, gdzie też zaczynało być gorąco. Po drodze własna artyleria przeciwlotnicza trafiła samolot Jana Celaka, który siadał na brzuchu z bombami w rejonie Antwerpii.

Lądowaliśmy w zbombardowanej kilka minut wcześniej Bredzie [B.77 Gilze-Rijen bombardowane przez III./KG 76 pomiędzy 9.30 a 9.50 - przyp. P.S.], uważając, by nie wpakować się w któryś z wielu lejów. Początkowo nikt z obsługi nie wyściubił nosa, nie widząc kim jesteśmy. Po uzupełnieniu paliwa udaliśmy się do St. Denijs. Już z daleka widzieliśmy dymy. Uświadomiło nam to, że nasze macierzyste lotnisko też stało się celem ataku. Nie wiedzieliśmy jeszcze wówczas o rozmiarach potyczki.

Kiedy 16 grudnia 1944 r. Niemcy rozpoczęli kontrofensywę w Ardenach, dla wszystkich było to ogromne zaskoczenie. W krótkim też czasie wojska marszałka von Rundstedta zaczęły odnosić sukcesy. Rezultatem tej operacji był również wzmożony wysiłek Luftwaffe, która próbowała wykrzesać z siebie ostatnie siły, walcząc z ambicjami Göringa oraz nieprzychylną pogodą. Operacja "Bodenplatte", mająca w założeniu zaskoczyć aliantów na zatłoczonych lotniskach, zmęczonych nocą sylwestrową, pewnych swej dominacji, winna - zdaniem jej planistów - okazać się zimnym prysznicem dla RAF i USAAF. Czy tak się w istocie stało pokazały godziny ranne 1 stycznia 1945 r.

Piloci 308 Dywizjonu po wykonanym zadaniu wracali już do domu, gdy w eterze rozległo się wołanie o pomoc. St. Denijs-Westrem było w opałach. Około 15 kilometrów od Gandawy, w rejonie Lokeren Sgt Breyner zobaczył dwa niemieckie Fw 190 lecące blisko siebie na wysokości około 200 stóp. Należały one do III./JG 54 atakującego Grimbergen. Kiedy miał już otworzyć ogień, niemieckie samoloty niespodziewanie przewrotem wyrwały do tyłu i weszły w nurkowanie. To, co stało się potem, było dla Polaka zupełnym zaskoczeniem. Jeden z FW "wyrżnął" w budynek, drugi rozbił się o ziemię w okolicy Sinaai. Obaj piloci nie zdołali wyprowadzić maszyn z nurkowania. Za sterami pechowego Fw 190D-9 "żółta 2" znajdował się dowódca 11./JG 54, Hptm. Bottländer, natomiast "Dorę" z żółtym numerem "7" pilotował Ofw. Eckert. Obaj lotnicy polegli.

W tym samym rejonie znajdował się również F/Lt Mach, który zlokalizował lecący na wschód samolot niemiecki. Usadowił się za nim i zmniejszając dystans z 200 do 100 jardów częstował pociskami. Seria była skuteczna, jako że Focke-Wulf 190D-9 "biała 3" obrócił się na plecy a pilot Fw. Drutchmann z 9./JG 54 wyskoczył na spadochronie. Dla Macha nie był to jednak koniec wrażeń, jako że lecąc w stronę B.61 spostrzegł dwa Fw 190. Zaatakował lecącego z tyłu, tyle że w tym czasie za Polakiem usadowił się trzeci myśliwiec Luftwaffe. Mimo że jego ostrzał był celny - widział fragmenty samolotu wirujące w powietrzu - Mach musiał pozostawić swą ofiarę, sam mogąc znaleźć się niebawem w tarapatach. Związał walką trzeciego FW i w morderczym pojedynku z 2 tys. stóp zszedł nad powierzchnię ziemi. Mimo że działka Macha milczały, w rezerwie były jeszcze karabiny maszynowe. Pociski zabębniły po całym poszyciu samolotu konstrukcji Kurta Tanka. Mach zobaczył, że pilot niemiecki odrzucił owiewkę, w dalszym ciągu kontynuując lot. Niedługo jednak myśliwiec uderzył w ziemię na zachód od Terneuzen.

Lecący w kluczu Macha W/O Bednarczyk też uzyskał pewne zestrzelenie Fw 190. Była to A-8 "niebieska 5" z 8./JG 1. Pilotował ją tego pechowego dnia Fw. Klints, który rozbił sie koło Zwijnaarde.

Nad lotniskiem St. Denijs-Westrem jako pierwszy znalazł się F/O Chojnacki, 7 minut po rozpoczęciu ataku. Polak zamierzał lądować, kiedy zobaczył jednak trzy Fw 190 nad lotniskiem, otworzył do jednego z nich ogień z dystansu 800 jardów. Seria była celna, jako że niemiecka maszyna najpierw zaczepiła skrzydłem o drzewo, poźniej "potknęła się" o jeden z budynków, by wreszcie zakończyć na "Latającej Fortecy" B-17, pochodzącej z 533 Dywizjonu Bombowego USAAF (533rd Bombardment Squadron) z 381 Grupy Bombowej USAAF (381st Bombardment Group), która od pewnego czasu stała na lotnisku, a jej uszkodzenia dopiero co naprawiono. Pilotem Focke-Wulfa był prawdopodobnie Fw. Hahn z 5./JG 1. Niestety w chwilę potem samolot Chojnackiego również został trafiony i pilot polski zginął.

Lecący w pewnej odległości od reszty kolegów F/Sgt Stanowski też zobaczył samoloty Luftwaffe panoszące się nad jego lotniskiem. Spitfire Stanowskiego na wysokości 1200 stóp plunął ogniem z odległości 200 jardów. To wystarczyło, by jeden z FW zapalił się i rozbił na zachód od Gandawy.

Nie była to wszakże jedyna ofiara Stanowskiego. Ostrzelał kolejnego myśliwca, obserwując jak po jego serii wysunęło się podwozie w niemieckim samolocie a pociski ulokowały w kadłubie oraz kabinie. To był koniec. Fw 190A-9 Hptm. Hackbartha z I./JG 1 "biała 23" rozbił się. Niestety i Stanowski był w opałach. Przekonał go o tym wskaźnik paliwa. Przymusowe lądowanie zakończyło się uszkodzeniem maszyny.

O sukcesie mógł tego dnia mówić też F/O Szlenkier. Zaatakował "swego" Focke-Wulfa z odległości 250 jardów z działek i kaemów. To zaowocowało oderwaniem się prawego skrzydła w samolocie przeciwnika, a w rezultacie rozbiciem. Przypuszcza się, że Polak strzelał do Uffz. Behrensa z 8./JG 1. Jego Fw 190A-8 "niebieska 14" rozbił się koło farmy Rosdamstraat, a ciało pilota zostało wyrzucone siłą impetu. Niestety i Szlenkier lądował awaryjnie, sam oberwawszy w czasie walki nad Gandawą. Jego pogromca, Fw Hofmann został zaatakowany przez P/O Dromlewicza, a jego serie z kaemów oraz działek były celne na tyle, że niemiecki pilot musiał ratować się opuszczając kabinę samolotu. Co ciekawe, Niemiec należał do 3./JG 1. Po drodze zgubił swoją formację I./JG 1 i dołączył do II./JG 1. Na ziemi, w okolicy De Pinte belgijscy cywile bardzo nieprzyjaźnie powitali Hofmanna, co skończyło się dla niego siniakami.

Innego Focke-Wulfa na wschód od Gandawy posłał na ziemię dowodzący tego dnia w powietrzu F/Lt Olszewski, zresztą podobnie jak jego podkomendny, F/Sgt Soszyński. Przyznaje mu się zestrzelenie Uffz. Schulza z 2./JG 26, który pilotował "Dorę" z "czarną 11". Ten samolot rozbił sie koło Sinaai. Łupem musiał "niestety" podzielić się Sgt Główczewski, któremu w zwycięstwie pomogła artyleria przeciwlotnicza.

Zwycięstwo odniósł też dowódca 317 Dywizjonu S/Ldr Chełmecki, który dopadł Fw 190, gdy ten bezkarnie atakował lotnisko. Ostrzał Polaka okazał się celny i Niemiec rozbił się za linią kolejową, uderzając w niewielki budynek. Chełmecki jako pierwszy pilot swego dywizjonu wylądował o godz. 10:05. Niestety walka nad Gandawą kosztowała życie jednego z pilotów 317 Dywizjonu. Doświadczony F/Lt Powierza - poprzednio służący w 303 Dywizjonie, 501 Dywizjonie Myśliwskim RAF (501 Squadron) oraz 302 Dywizjonie - w chwili śmierci miał 31 lat. Jego oprawcą był któryś z pilotów II./JG 1.

Pozostali piloci 317 Dywizjonu zgłaszali odpowiednio: F/Lt Żmigrodzki jedno zestrzelenie pewne oraz jedno uszkodzenie. Żmigrodzki osobiście nie widział momentu rozbicia się samolotu niemieckiego, sam będąc atakowanym a w rezultacie lądując przymusowo. Taki efekt meldował również W/O Piesik, a jako trzeci z tym samym wynikiem wrócił Sgt Hubert.

F/Lt Mroczyk zanim sam przymusowo wylądował, zgłosił jedno pewne zwycięstwo. Z jednym Fw 190 zestrzelonym wracał z pojedynku W/O Wdowczyński, który zresztą sam był w tarapatach, gdyż jego silnik przestał pracować. Co prawda lądował przymusowo, ale żył. Za ofiarę Wdowczyńskiego uznaje się się Uffz. Wennigesa z 5./JG 1 na Fw 190A-8 "biała 15". Samolot niemiecki jako zniszczony prawdopodobnie zgłosił F/Lt Hrycak, a uszkodzony F/Sgt Iwanowski. W bitwie nad Gandawą Niemcy stracili też innych pilotów: Ofw. Niedereichholza, Lt. Holicka, Uffz. Kuntzcha i Ofhr. Kreba. Do niewoli dostali się: Uffz. Ardner, Uffz. Schober i Uffz. Fritzche. Niektórych zwycięstw nie można przypisać konkretnym pilotom polskim czy też artylerii przeciwlotniczej ze względu na panujące w powietrzu zamieszanie. Wzmogło sie ono jeszcze w chwili, gdy nad Gandawą znalazły się samoloty z 1. oraz 4./JG 1, które miały zajmować się swoimi celami w sąsiednim Maldegem (B.65) oraz Ursel (B.67). Dziewiątka pilotów z 317 Dywizjonu lądowała o godz. 10:10. Przed godz. 11:00 wrócili też piloci 302 Dywizjonu, którzy nie brali udziału w potyczce: W/O Gerard Schmidt na WX-N (MH463), F/O Bronisław Raszewski na WX-Q (MH403), F/O Klemens Jastrzębski na WX-F (MJ682) oraz F/O Zygmunt Poraziński na WX-E (NH179). Za nimi z B.60 dotarła trójka pod wodzą Jaworskiego.

Nalot ten kosztował więc połączone siły JG 1 oraz III./JG 54 i I./JG 26 (te dwie ostatnie w innym rejonie) utratę 18 i 1/2 samolotów zniszczonych na pewno, 1 zestrzelonego prawdopodobnie oraz 5 uszkodzonych. Jednostka Jagdgeschwader 1, nim zakończył się dzień operacji "Bodenplatte", zgłosiła łącznie 29 maszyn utraconych bezpowrotnie. 24 pilotów niemieckich nie wróciło na lotniska w Twente, Drope i Rheine.

Straty 131 Skrzydła również były spore. 302 Dywizjon musiał całkowicie spisać ze stanu 6 Spitfire'ów, następne dwa początkowo oszacowano jako nadające się do remontu (w tym Celaka), jednak ostatecznie okazało się, że ich reperacja jest niemożliwa. Oprócz tego jeden samolot był do uratowania, tyle że jego naprawa wymagałaby przetransportowania do jednostki warsztatowo-naprawczej Maintenance Unit. 308 Dywizjon stracił bezpowrotnie dwa samoloty (w tym Chojnackiego), po czym stwierdzono iż również maszyna Szlenkiera, mimo początkowych założeń, nie będzie uratowana. Jeszcze jeden z myśliwców został uszkodzony, na tyle jednak, że mogł po pewnym czasie wrócić do służby. Na ziemi zniszczonych zostało także dalszych pięć myśliwców oraz jeden, który nie nadawał się do remontu na miejscu. Dywizjon "Wileński" stracił tego dnia bezpowrotnie pięć (lub sześć) samolotów (w tym F/Lt Powierzy). Oprócz poległych pilotów zginęło w St. Denijs-Westrem czterech żołnierzy personelu naziemnego, w tym trzech Polaków: kierowca kpr. Jerzy Bielka (ps. Jerzy Koczwara), mechanik kpr. Józef Sikora (obaj z 6302 Eszelonu Obsługowego) oraz kierowca kpr. Antoni Komorowski (z polowej składnicy materiałowej 408 Air Stores Park), a rany odniosło kolejne 20.

Patrząc na bilans zysków i strat obu stron, jaki niewątpliwie należałoby przeprowadzić, ważny jest nie sam wymiar operacji z 1 stycznia, a rezultat, jaki przyniosła obu stronom. Alianci ponieśli wprawdzie pewne straty w ludziach, zaś około 300 samolotów RAF i USAAF było zniszczonych lub też nie nadawało się do naprawy. Jednak ten problem rozwiązano bardzo szybko i w przeciągu tygodnia jednostki odzyskały zdolność operacyjną.

Inaczej sprawa przedstawiała się dla Luftwaffe. Ten zryw ostatniej nadziei oprócz 214 poległych, zaginionych oraz wziętych do niewoli pilotów kosztował II Jagdkorps stratę 19 dowódców różnego szczebla, ludzi na wagę złota w sytuacji, w jakiej znajdowała się III Rzesza. Zaczęło się szukanie winnych. Hitler żądał usunięcia ze stanowiska niedawno awansowanego Generalleutnanta Adolfa Gallanda. Nad tym ostatnim poczęły zbierać się ciemne chmury w postaci śledztwa prowadzonego przez Gestapo oraz SS. Ani dowodzący Luftwaffe Generalleutnant Karl Koller, ani następca Gallanda Gordon Gollob, który objął dowodzenie nad Jagdflieger, nie byli w stanie odwrócić skutków klęski. Ani w styczniu, ani nigdy potem.

Dyon Samolot Pilot Zestrzelony
na pewno
Zestrzelony
prawdo-
podobnie
Uszkodzony
308Spitfire LF.IX, ZF-F (MK756)F/Lt Bronisław Mach2 x Fw 190 Fw 190
308Spitfire IX, ZF-K (MJ467)Sgt Stanisław Breyner2 x Fw 190  
308Spitfire IX, ZF-E (MJ888)F/Sgt Józef Stanowski2 x Fw 190  
308Spitfire IX, ZF-G (MJ418)W/O Stanisław BednarczykFw 190  
308Spitfire IX, ZF-P (MJ281)F/O Wacław ChojnackiFw 190  
308Spitfire IX, ZF-D (MJ475)P/O Andrzej DromlewiczFw 190  
308Spitfire IX, ZF-O (MJ342)F/Lt Ignacy OlszewskiFw 190  
308Spitfire IX, ZF-C (MJ954)F/Sgt Zygmunt SoszyńskiFw 190  
308Spitfire IX, ZF-T (MK346)F/O Tadeusz SzlenkierFw 190  
308Spitfire IX, ZF-U (MJ396)Sgt Jerzy Główczewski1/2 x Fw 190  
317Spitfire LF.IX, JH-B (MJ423)Sgt Kazimierz HubertFw 190 Fw 190
317Spitfire LF.IX, JH-D (MK899)W/O Stanisław PiesikFw 190 Fw 190
317Spitfire LF.IX, JH-E (NH315)F/Lt Zbigniew ŻmigrodzkiFw 190 Fw 190
317Spitfire LF.IX, JH-LS/Ldr Marian ChełmeckiFw 190  
317Spitfire LF.IX, JH-Y (MK948)F/Lt Czesław MroczykFw 190  
317Spitfire LF.IX, JH-R (MJ883)W/O Zenobiusz WdowczyńskiFw 190  
317Spitfire LF.IX, JH-H (ML320)F/Lt Roman Hrycak Fw 190 
317Spitfire LF.IX, JH-T (MJ589)F/Sgt Stanisław Iwanowski  Fw 190
   
Razem
18 i 1/2
1
5

Piotr Sikora



Zwycięscy piloci 308 Dywizjonu przy skrzydle jednego z zestrzelonych nad Gandawą 1 stycznia 1945 r. Focke-Wulfów, od lewej: por. Tadeusz Szlenkier, plut. Stanisław Breyner, plut. Jerzy Główczewski, sierż. Rajmund Kaniok, plut. Józef Stanowski oraz plut. Zygmunt Soszyński.

Inna fotografia z Nowego Roku 1945 - por. Tadeusz Szlenkier przy wraku zestrzelonego przez siebie Focke-Wulfa.

Najskuteczniejszy pilot bitwy nad Gandawą, por. Bronisław Mach w kabinie Spitfire'a IX. Zdjęcie wcześniejsze, wykonane w maju 1944 r. w Chailey.

Kpt. Marian Chełmecki, dowódca 317 Dywizjonu "Wileńskiego" i zarazem pilot, który zestrzelił nad Gandawą jednego z Focke-Wulfów.

Dowódca eskadry "A" 302 Dywizjonu "Poznańskiego", por. Edward Jaworski, który 1 stycznia 1945 r. poprowadził dywizjon na bombardowanie. Na fotografii pozuje przy Spitfirze IX JH-Z z 317 Dywizjonu "Wileńskiego". Chailey, maj 1944 r.

Por. Wacław Chojnacki, jeden z dwóch poległych 1 stycznia 1945 r. polskich pilotów.

Poległy 1 stycznia 1945 r. por. Tadeusz Powierza. Zdjęcie z okresu kursu myśliwskiego w jednostce wyszkolenia bojowego 58 Operational Training Unit w Grangemouth w 1942 r.

Wraki Spitfire'ów oraz dwie ocalałe maszyny na tle dymów wznoszących się nad lotniskiem w St. Denijs-Westrem pod Gandawą.

Inne ujęcie przedstawiające zniszczenia na lotnisku 131 Skrzydła Myśliwskiego.

Płonące wraki samolotów.

Płonąca ciężarówka oraz polowe składy materiałów.

St. Denijs-Westrem, z prawej strony widoczny kadłub zniszczonego na płycie lotniska bombowca Stirling z 295 Dywizjonu RAF (295 Squadron).

Pogrzeb dwóch poległych w walce pilotów oraz trzech ofiar nalotu - wyprowadzanie zwłok z kościoła w wiosce St. Denijs-Westrem.

Kondukt żałobny z trumnami. Z lewej strony kapłan odprawiający ceremonię pogrzebową, kapelan 131 Skrzydła Myśliwskiego ks. kpt. Walenty Nowacki.

Złożenie ciał pięciu lotników 131 Skrzydła Myśliwskiego na cmentarzu katolickim w St. Denijs-Westrem (po wojnie wszystkich ekshumowano na Polski Cmentarz Wojenny w Lommel). Nad trumnami przemawia kapelan skrzydła, ks. kpt. Walenty Nowacki.

Pamiątkowy kolaż wykonany z okazji wspaniałego zwycięstwa polskich myśliwców nad Gandawą: mapa przedstawiające rejon Gandawy - pinezkami i kartkami z nazwiskami Polaków zaznaczono, gdzie i przez kogo został zestrzelony nieprzyjacielski samolot.

Log-book (książka lotów) kpt. Ignacego Olszewskiego. Pierwszy wpis od góry to lot z 1 stycznia 1945 r. z adnotacją o zniszczeniu jednego Fw 190.

Log-book por. Edwarda Jaworskiego. Pierwszy wpis od góry to lot z 1 stycznia 1945 r.

Pomnik upamiętniający udział polskiego 131 Skrzydła Myśliwskiego w zwycięskiej bitwie nad Gandawą. Monument znajduje się na skwerze na końcu Poolse-Winglaan (ul. Polskiego Skrzydła) w St. Denijs-Westrem na przedmieściach Gandawy.

Zbliżenie na tablicę pamiątkową z napisami po polsku, angielsku, francusku i flamandzku. Na dole wymieniono nazwiska pięciu poległych Polaków.


Źródła:
fotografie autorstwa pana Bronisława Opackiego
fotografie ze zbiorów: pana Stanisława Bochniaka, pana Edwarda Jaworskiego, pana Wilhelma Ratuszyńskiego, pana Józefa Sawoszczyka (dzięki uprzejmości Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce), pana Piotra Sikory, pana Wojciecha Sankowskiego
dokumenty z National Archives w Kew
dokumenty z Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego w Londynie