

















|
Bitwa nad Gandawą
Polskie 131 Skrzydło Myśliwskie, zreorganizowane w lipcu 1944 r., składało się z trzech dywizjonów myśliwskich: 302 Dywizjonu “Poznańskiego”, którym na przełomie roku dowodził S/Ldr Marian Duryasz; 317 Dywizjonu “Wileńskiego’’ pod wodzą S/Ldr Mariana Chełmeckiego oraz (od listopada 1944 r.) 308 Dywizjonu “Krakowskiego” z S/Ldr Karolem Pniakiem na czele. Wszystkie te jednostki, podlegające 2 TAF (Tactical Air Force) używały samolotów Spitfire w wersji LF IX . Ich zaangażowanie w walkach nad Kontynentem było spore i tylko w dwóch ostatnich miesiącach wykonały 1031 samolotozadań, zrzucając na cele nieprzyjacielskie łącznie 208 ton bomb.
Ten tercet myśliwski od października stacjonował na belgijskim, rozmokłym lotnisku St Denijs Westrem B.61 i w perspektywie miał kolejną przeprowadzkę do Grimbergen (B.60).
W mroźny poranek 1 stycznia 1945 o godzinie 8.15 wystartował Dywizjon 308. w sile 12 maszyn. F/Lt Ignacy Olszewski poprowadził pilotów nad cele, jakimi były tego dnia zabudowania oraz przeprawa niemiecka w rejonie Woensdrecht, na północ od Antwerpii. Za Olszewskim siedzącym w kabinie ZF-O MJ342 podążąli: F/O Szlenkier na ZF-T MK346, W/O Majchrzyk, pilot z dużym stażem w Dywizjonie na ZF-V MJ998, W/O Kaniok na ZF-M MK623, F/O Chojnacki na ZF-P MJ281, F/Sgt Główczewski na ZF-U MJ396, F/Lt Mach na ZF-G MK756, P/O Dromlewicz na ZF-D MJ475, W/O Bednarczyk na ZF-F MJ418, W/O Soszyński na ZF-C MJ954, F/Sgt Breyner na ZF-K MJ467 oraz F/Sgt Stanowski na ZF-E MJ888. Pogoda była świetna, co ułatwiło Polakom namierzenie celu oraz jego zbombardowanie. Ostrzeliwanie z broni pokładowej nie było konieczne, co niebawem okazało się dla “krakowiaków’’ zbawienne.
O 8.35 S/Ldr Chełmecki, pilotując maszynę JH-L MJ801 na czele 11 Spitfire`ów z 317.DM poleciał jako drugi by dobrać się do Niemców nad rzeką Waal. Towarzyszyli mu tego dnia: F/Lt Mroczyk na JH-Y MK948, F/Lt Żmigrodzki na JH-E, F/Lt Kowalski na JH-V PL265, W/O Wdowczyński na JH-R MJ883, F/O Powierza na JH-P MK190, F/Sgt Iwanowski na JH-T MJ59, F/Lt Muth na JH-M, F/Lt Hrycak na JH-H ML320, Sgt Hubert na JH-B MJ432 i W/O Piesik na JH-D MK899 . Kolejnych 12 samolotów 302.DM podzielonych na czterosamolotowe sekcje miało operować niezależnie od siebie. Pierwszą w składzie: F/Sgt Detka na WX-Z PL286, Sgt Celak na WX-O MH883 i F/Lt Kraszewski na WX-B MH206 o 8.40 poderwał lecący Spitfire WX-K MJ458 F/Lt Edward Jaworski. Wysłano ich w rejon Amersfoort – Zwolle – Apeldoorn (Appeldorn).
Lecieliśmy na wysokości 15 tys. stóp – wspomina Jaworski – pogoda była mroźna ale piękna. Dostaliśmy ostrzeżenie, że na tej samej wysokości, na lewo, mogą znajdować się “bandyci”. W pewnym momencie odebrałem przez radio rozkaz, by natychmiast zrzucić bomby i udać się w rejon Eindhoven, gdzie Niemcy niespodziewanie przypuścili atak na jedno z lotnisk (B.78 zaatakowane po godz.9 przez JG3 – przyp.autora). Gdyby na tym etapie było wiadomym, że jest to część większej operacji, polecielibyśmy nad inne lotnisko i tam zaczekali na niespodziewanych gości. Niestety wówczas nikt tego nie wiedział i gdy przybyliśmy we wskazany rejon Niemców już nie było a wszystko płonęło. Tymczasem polecono nam natychmiast lecieć nad Bredę, gdzie też zaczynało być gorąco. Po drodze własna artyleria przeciwlotnicza trafiła samolot Jana Celaka (WX-O MH883 – przyp.autor), który siadał na brzuchu z bombami w rejonie Antwerpii.
Lądowaliśmy w kilka minut wcześniej zbombardowanej Bredzie (B.77 Gilze Rijen bombardowane przez III./KG76 pomiędzy 9.30 a 9.50 – przyp.autora), uważając by nie wpakować się w któryś z wielu lejów. Początkowo nikt z obsługi nie wyściubił nosa, nie widząc kim jesteśmy. Po uzupełnieniu paliwa udaliśmy się do St Denijs. Już z daleka widzieliśmy dymy. Uświadomiło nam to, że nasze macierzyste lotnisko też stało się celem ataku. Nie wiedzieliśmy jeszcze wówczas o rozmiarach potyczki.
Kiedy 16 grudnia 1944 r. Niemcy rozpoczęli kontrofensywę w Ardenach, dla wszystkich było to ogromne zaskoczenie. W krótkim też czasie wojska Marszałka von Rundstedta zaczęły odnosić sukcesy. Rezultatem tej operacji był również wzmożony wysiłek Luftwaffe, która próbowała wykrzesać z siebie ostatnie siły, walcząc z ambicjami Göringa oraz nieprzychylną pogodą. Operacja “Bodenplatte’’, mająca w założeniu zaskoczyć Aliantów na zatłoczonych lotniskach, zmęczonych nocą sylwestrową, pewnych swej dominacji, winna – zdaniem jej planistów – okazać się zimnym prysznicem dla RAF-u i USAAF. Czy tak się w istocie stało pokazały godziny ranne 1 stycznia 1945 r..
Piloci 308.DM po wykonanym zadaniu wracali już do domu, gdy w eterze rozległo się wołanie o pomoc. St Denijs było w opałach. Około 15 kilometrów od Gandawy, w rejonie Lokeren Sgt Breyner pilotując Spitfire MJ467 zobaczył dwa niemieckie FW 190 lecące blisko siebie na wysokości około 200 stóp. Należały one do III./JG 54 atakującego Grimbergen.
Kiedy miał już otworzyć ogień, niemieckie samoloty niespodziewanie przewrotem wyrwały do tyłu i weszły w nurkowanie. To co stało się potem było dla Polaka zupełnym zaskoczeniem. Jeden z FW wyrżnął w budynek, drugi rozbił się o ziemię w okolicy Sinaai. Obaj piloci nie zdołali wyprowadzić maszyn z nurkowania. Za sterami pechowego FW 190 D-9 “Żółta 2” znajdował się dowódca 11. Staffel Hptm. Bottländer, natomiast “Dorę” z żółtym numerem 7 pilotował Ofw. Eckert. Obaj lotnicy z 11./JG54 polegli.
W tym samym rejonie znajdował się również F/Lt Mach, który zlokalizował lecący na wschód samolot niemiecki. Usadowił się za nim i zmniejszając dystans z 200 do 100 jardów częstował pociskami. Seria była skuteczna, jako że Focke Wulf D-9 “Biała 3” obrócił się na plecy a pilot Fw. Drutchmann z 9./JG54 wyskoczył na spadochronie. Dla Macha nie był to jednak koniec wrażeń, jako że lecąc w stronę B.61 spostrzegł dwa FW 190. Zaatakował lecącego z tyłu, tyle że w tym czasie za Polakiem usadowił się trzeci myśliwiec Luftwaffe. Mimo że jego ostrzał był celny – widział fragmenty samolotu wirujące w powietrzu - Mach musiał pozostawić swą ofiarę, sam mogąc znaleźć się niebawem w tarapatach. Związał walką trzeciego FW i w morderczym pojedynku z 2 tys. stóp zszedł nad powierzchnię ziemi. Mimo że działka Macha milczały, w rezerwie były jeszcze karabiny maszynowe. Pociski zabębniły po całym poszyciu samolotu konstrukcji Kurta Tanka. Mach zobaczył, że pilot niemiecki odrzucił owiewkę, w dalszym ciągu kontynuując lot. Niedługo jednak myśliwiec uderzył w ziemię na zachód od Terneuzen.
Lecący w kluczu Macha W/O Bednarczyk też uzyskał pewne zestrzelenie FW 190. Była to “Niebieska 5” A-8 z 8. Staffel JG1. Pilotował ją tego pechowego dnia Fw. Klints, który rozbił sie koło Zwijnaarde.
Nad lotniskiem St Denijs jako pierwszy znalazł się F/O Wacław Chojnacki pilotujący tego dnia Spitfire ZF-P MJ281. Ten niespełna 22 letni pilot, który po przeszkoleniu w 61.OTU od blisko roku służył we frontowej jednostce, nad B.61 pojawił się 7 minut po rozpoczęciu ataku. W zasadzie Polak zamierzał lądować, kiedy zobaczył jednak trzy FW 190 nad lotniskiem, otworzył do jednego z nich ogień z dystansu 800 jardów. Seria była celna, jako że niemiecka maszyna najpierw zaczepiła skrzydłem o drzewo, poźniej ‘’potknęła się” o jeden z budynków, by wreszcie zakończyć na Latającej Fortecy B-17 (pochodzącej z 533. Squadronu/ 381.BG), która od pewnego czasu stała na lotnisku a jej uszkodzenia dopiero co naprawiono. Pilotem Focke Wulfa był prawdopodobnie Fw. Hahn z 5./JG1. Niestety w chwilę potem samolot Chojnackiego również został trafiony i pilot polski zginął.
Lecący w pewnej odległości od reszty kolegów F/Sgt Józef Stanowski też zobaczył samoloty Luftwaffe panoszące się nad jego lotniskiem. Spitfire MJ888 Stanowskiego na wysokości 1200 stóp plunął ogniem z odległości 200 jardów. To wystarczyło, by jeden z FW zapalił się i rozbił na zachód od Gandawy.
Nie była to wszakże jedyna ofiara Stanowskiego. Ostrzelał kolejnego myśliwca, obserwując jak po jego serii wysunęło się podwozie w niemieckim samolocie a pociski ulokowały w kadłubie oraz kabinie. To był koniec. FW 190 A-9 Hptm. Hackbartha z I./JG1 “Białe 23” rozbił się. Niestety i Stanowski był w opałach. Przekonał go o tym wskaźnik paliwa. Przymusowe lądowanie zakończyło się uszkodzeniem maszyny.
O sukcesie mógł tego dnia mówić też F/O Tadeusz Szlenkier. Zaatakował “swego” Focke Wulfa z odległości 250 jardów z działek i kaemów. To zaowocowało oderwaniem się prawego skrzydła w samolocie przeciwnika a w rezultacie rozbiciem. Przypuszcza się, że Polak strzelał do Uffz. Behrensa z 8./JG1. Jego FW 190 A-8 “Niebieska 14” rozbił się koło farmy Rosdamstraat a ciało pilota zostało wyrzucone siłą impetu. Niestety i Szlenkier lądował awaryjnie, sam oberwawszy w czasie walki nad Gandawą. Jego oprawca, Fw Hofmann został zaatakowany przez P/O Andrzeja Dromlewicza a jego serie z kaemów oraz działek były celne na tyle, że niemiecki pilot musiał ratować się opuszczając kabinę samolotu. Co ciekawe Niemiec należał do 3./JG1. Po drodze zgubił swoją formację I./JG1 i dołączył do II./JG1. Na ziemi, w okolicy De Pinte belgijscy cywile bardzo nieprzyjaźnie powitali Hofmanna, co skończyło się dla niego siniakami.
Innego Focke Wulfa na wschód od Gandawy posłał na ziemię dowodzący tego dnia w powietrzu F/Lt Ignacy “Igo” Olszewski, zresztą podobnie jak jego podwładny F/Sgt Zygmunt Soszyński. Przyznaje mu się zestrzelenie Uffz. Schulza z 2./JG26, który pilotował Dorę z czarną 11. Ten samolot rozbił sie koło Sinaai. Łupem musiał “niestety” podzielić się Sgt Jerzy Główczewski, któremu w zwycięstwie pomogła artyleria przeciwlotnicza.
Zwycięstwo odniósł też dowódca 317.DM S/Ldr Marian Chełmecki, który dopadł FW 190, gdy ten bezkarnie atakował lotnisko. Ostrzał Polaka okazał się celny i Niemiec rozbił się za linią kolejową, uderzając w niewielki budynek.
Chełmecki jako pierwszy pilot swego dywizjonu wylądował o 10.05. Niestety walka nad Gandawą kosztowała życie jednego z pilotów 317.DM. Lecący na Spitfire JH-P MK190 doświadczony pilot F/Lt Tadeusz Powierza (poprzednio w 303.DM, 501.Sqn RAF oraz 302.DM) w chwili śmierci miał 31 lat. Jego pogromcą był któryś z pilotów II./JG1.
Pozostali piloci 317.DM zgłaszali odpowiednio: F/Lt Zbigniew Żmigrodzki jedno zestrzelenie pewne oraz jedno uszkodzenie. Żmigrodzki osobiście nie widział momentu rozbicia się samolotu niemieckiego, sam będąc atakowanym a w rezultacie lądując przymusowo. Taki efekt meldował również W/O Stanisław Piesik a jako trzeci z tym samym wynikiem wrócił Sgt Kazimierz Hubert.
F/Lt Czesław Mroczyk na Spitfire JH-Y MK948, zanim sam przymusowo lądował, zgłosił jedno pewne zwycięstwo. Z jednym FW 190 zestrzelonym wracał z pojedynku W/O Zenobiusz Wdowczyński, który zresztą sam był w tarapatach, gdy jego silnik przestał pracować. Lądował przymusowo co prawda, ale żył. Jako ofiarę Wdowczyńskiego przyjmuje się Uffz. Wennigesa z 5./JG1 na FW 190 A-8 “Biała 15”. Samolot niemiecki jako zniszczony prawdopodobnie zgłosił F/Lt Roman Hrycak a uszkodzony F/Sgt Stanisław Iwanowski. W bitwie nad Gandawą Niemcy stracili też innych pilotów, takich jak : Ofw. Niedereichholz, Lt. Holick, Uffz. Kuntzch czy Ofhr. Kreb. Do niewoli dostali się Uffz. Ardner, Uffz. Schober czy Uffz. Fritzche. Niektórych zwycięstw nie można przypisać konkretnym pilotom polskim czy też artylerii przeciwlotniczej ze względu na panujące w powietrzu zamieszanie. Wzmogło sie ono jeszcze w chwili, gdy nad Gandawą znalazły się samoloty z 1. oraz 4. Staffel I./JG1, które miały zajmować się swoimi celami w sąsiednim Maldegem B.65 oraz Ursel B.67. Dziewiątka pilotów z 317.DM lądowała o godzinie 10.10. Przed godziną 11 wrócili też piloci 302.DM, którzy nie brali udziału w potyczce: W/O Schmidt na WX-N MH463, F/O Raszewski na WX-Q MH403, F/O Jastrzębski na WX-F MJ682 oraz F/O Poraziński na WX-E NH179. Za nimi z B.60 dotarła trójka pod wodzą Jaworskiego.
Nalot ten kosztował więc połączone siły JG 1 oraz III./JG 54 i I./JG26 (te dwie ostatnie w innym rejonie) utratę 18 i 1 samolotów zniszczonych na pewno, jednego zestrzelonego prawdopodobnie oraz pięciu uszkodzonych. Jednostka Jagdgeschwader 1, nim zakończył się dzień operacji “Bodenplatte’’, zgłosiła łącznie 29 maszyn utraconych bezpowrotnie.
24 pilotów niemieckich nie wróciło na lotniska w Twenthe, Drope i Rheine.
Straty 131. Skrzydła również były spore. 302.DM musiał całkowicie spisać ze stanu 6 Spitfire`ów, następne dwa początkowo oszacowano jako nadające się do remontu (w tym Celaka) po czym okazało się, że ich reperacja jest niemożliwa. Oprócz tego jeden samolot był do uratowania, tyle że jego naprawa wymagałaby przetransportowania do Maintenance Unit. 308.DM stracił bezpowrotnie dwa samoloty (w tym Chojnackiego), po czym stwierdzono iż również maszyna Szlenkiera , mimo początkowych założeń, nie będzie uratowana. Jeszcze jeden z myśliwców został uszkodzony, na tyle jednak, że mogł po czasie wrócić do służby. Na ziemi zniszczonych zostało także dalszych pięć myśliwców oraz jeden , który nie nadawał się do remontu na miejscu. Dywizjon “Wileński” stracił tego dnia bezpowrotnie pięć (lub sześć) samolotów (w tym F/Lt Powierzy) . Oprócz poległych pilotów zginęło w St Denijs czterech żołnierzy personelu naziemnego ( w tym trzech Polaków) a rany odniosło 20.
Patrząc na bilans zysków i strat obu stron, jaki niewątpliwie należałoby przeprowadzić, ważny jest nie sam wymiar operacji z 1 stycznia a rezultat, jaki przyniosła obu stronom. Owszem, Alianci ponieśli pewne straty w ludziach, około 300 samolotów RAF i USAAF było zniszczonych lub też nie nadawało się do naprawy. Jednak ten problem rozwiązano bardzo szybko i w przeciągu tygodnia jednostki odzyskały zdolość operacyjną.
Inaczej sprawa przedstawiała się dla Luftwaffe. Ten zryw ostatniej nadziei oprócz 214 poległych, zaginionych oraz wziętych do niewoli pilotów kosztował II. Jagdkorps stratę 19 dowódców różnego szczebla, ludzi na wagę złota w sytuacji w jakiej znajdowała się III. Rzesza. Zaczęło się szukanie winnych. Hitler żądał usunięcia ze stanowiska niedawno awansowanego Generalleutnanta Adolfa Gallanda. Nad tym ostatnim poczęły zbierać się ciemne chmury w postaci śledztwa prowadzonego przez Gestapo oraz SS. Niestety ani dowodzący Luftwaffe Generalleutnant Karl Koller ani następca Gallanda Gordon Gollob, który objął dowodzenie nad Jagdflieger, nie byli w stanie odwrócić skutków klęski. Ani w styczniu ani nigdy już potem.
| Jednostka |
Pilot |
Zestrzelony na pewno |
Zestrzelony prawdopodobnie |
Uszkodzony |
| 308 dywizjon | F/Lt B. Mach | 2 x FW 190 | | FW 190 |
| 308 dywizjon | Sgt S. Breyner | 2 x FW 190 | | |
| 308 dywizjon | F/Sgt J. Stanowski | 2 x FW 190 | | |
| 317 dywizjon | F/Lt Z. Żmigrodzki | FW 190 | | FW 190 |
| 317 dywizjon | W/O S. Piesik | FW 190 | | FW 190 |
| 317 dywizjon | Sgt K. Hubert | FW 190 | | FW 190 |
| 308 dywizjon | F/Lt I. Olszewski | FW 190 | | |
| 308 dywizjon | F/Lt T. Chojnacki | FW 190 | | |
| 308 dywizjon | F/O T. Szlenkier | FW 190 | | |
| 308 dywizjon | P/O A. Dromlewicz | FW 190 | | |
| 308 dywizjon | W/O S. Bednarczyk | FW 190 | | |
| 308 dywizjon | F/Sgt Z. Soszyński | FW 190 | | |
| 317 dywizjon | S/Ldr M. Chełmecki | FW 190 | | |
| 317 dywizjon | F/Lt C. Mroczyk | FW 190 | | |
| 317 dywizjon | W/O Z. Wdowczyński | FW 190 | | |
| 308 dywizjon | Sgt J. Główczewski | 1/2 x FW 190 | | |
| 317 dywizjon | F/Lt R. Hrycak | | FW 190 | |
| 317 dywizjon | F/Sgt S. Iwanowski | | | FW 190 |
| |
Razem |
18 i 1/2 |
1 |
5 |
Głos oddajmy teraz świadkom i uczestnikom omawianych wyżej wydarzeń. Pierwszy - sierż. pil. Jerzy Główczewski z 308 Dywizjonu "Krakowskiego" - zestrzelił jednego FW 190:
|
Por. Wacław Chojnacki, jeden z dwóch poległych 1 stycznia 1945 r. polskich pilotów. |
Zwycięscy piloci 308 dywizjonu przy skrzydle jednego z zestrzelonych Focke-Wulfów. |
Por. Tadeusz Szlenkier przy swej ofierze - FW 190 A-8 ("niebieska 5") Uffz. Harijsa Klintsa. |
|
Wraki Spitfire'ów oraz dymy wznoszące się nad lotniskiem w St. Denijs Westrem pod Gandawą. |
Inne ujęcie przedstawiające zniszczenia na lotnisku pod Gandawą. |
Gandawa, z prawej strony widoczny kadłub zniszczonego na płycie lotniska bombowca. |
|
Log-book (książka lotów) por. Edwarda Jaworskiego. Pierwszy wpis od góry to lot z 1 stycznia 1945 r. |
|